Ostatnio codziennie podjeżdża do nas jakiś samochód i zostawia takie dziwne paczki. Raz są takie malutkie a raz ogromniaste, takie jak na zdjęciu. Nie powiem, żeby nam się to jakoś bardzo podobało, bo nie przepadamy za obcymi w domu... To znaczy ja nie przepadam, bo Betka nic sobie z tego nie robi i podbiega do każdego, kto pojawia się w domu i ma ochotę ją głaskać. W każdym razie, kiedy już Ci wszyscy obcy ludzie sobie pojadą, zaczyna się robić ciekawie. Każda paczka pachnie inaczej i trzeba się dużo nawąchać, żeby sprawdzić czym dokładnie. Czasami czuć zapach psów, obcego domu albo słaby zapach innego kota... Jednak po czasie paczki zaczynają już pachnieć "domowo" i tracą swój "zapachowy" urok. Jednak najlepsza frajda zaczyna się przy rozpakowywaniu ich przez pana lub panią! Najpierw jest zabawa folią, którą są owinięte - można szaleć do woli, strzępić i obgryzać albo złapać kawałek i biegać z nim po całym domu! A później, jak pan albo pani wyciągną już swoje rzeczy zostaje... KARTON!!! I jest zabawa na dwa a nawet trzy dni! Ostatnio pani w takim dużym kartonie wycięła nam kilka dziurek i śmiała się, że cały wieczór miała koty "z głowy" bo tak z Betką szalałyśmy goniąc się po kartonie, wskakując jedną dziurą a wyskakując inną albo zaczepiając się wzajemnie. Muszę przyznać, że mimo niedogodności związanych z obcymi w domu, paczki są wspaniałą sprawą!
Macham łapką i do zobaczenia!