Jak widać powoli się z Betką zaprzyjaźniamy... A jak wiadomo zaprzyjaźnianie się to nie jest takie hop-siup tylko cały proces... Przede wszystkim trzeba się najpierw przyzwyczaić do obecności nowego lokatora, a jak wiadomo koty nie przepadają za zmianami, zwłaszcza takimi nagłymi: rano jestem jeszcze jedynym kotkiem w domu a wieczorem, kiedy wracam z hasanka już nie... To jest całkiem nie mały szok proszę Państwa! I kot musi po tym szoku trochę ochłonąć zanim zacznie myśleć logicznie! Ale jak już zacznie (u mnie to trwało kilka dni!) to potem jest z górki. Następnym krokiem w zaprzyjaźnianiu się jest poznanie zapachu nowego kota i jego zachowań. I trzeba się zapamiętać, że Betka lubi czasami biegać po domu jak tornado przebiegając przy tym po moim grzbiecie. Albo rzucać się na mój ogon kiedy śpię. I, że nie trzeba wtedy uciekać gdzie łapki poniosą, bo wiadomo, że nie stanie mi się nic złego. A później to jest już tylko wspólna zabawa, jedzenie z jednej miseczki i wspólne spanko na kolanach u pana lub pani. I mimo tych wszystkich, niekiedy trudnych, etapów procesu zaprzyjaźniania fantastycznie jest mieć swojego kociego przyjaciela!
Macham łapką i do zobaczenia!